Przejdź do głównej zawartości

Rozdział 11 Koszmar

Lilian
Po pokazie sztucznych ogni Kilian zaproponował mi, że odprowadzi mnie do pokoju. Zgodziła się z wdzięcznością, ponieważ już od dłuższego czasu, coś dziwnego zaczęło się ze mną dziać. Poczułam jak ogarnia mnie okropny ból głowy oraz zaczynała tracić ostrość widzenia. Nagle zatrzymałam się w połowie schodów i przytrzymałam się barierki. Oddychałam niespokojnie i czułam na sobie zaniepokojone spojrzenie chłopaka. Prawie bym się przewróciła, gdyby mnie nie złapał. 
Jednak zanim straciła przytomność, poczułam jak ktoś obserwuje nas z tyłu sali. Te spojrzenie sprawiło, iż zaczęłam się go bać, a po moim ciele przebiegł zimny dreszcz. Jakby była to ostatnia osoba, którą pragnęłabym kiedykolwiek znowu spotkać. 
Kilian
Odkąd Lilii zemdlała minęło już dobre pół godziny. Przez cały ten czas Korra próbuje znaleźć przyczynę jej nagłego zasłabnięcia. Pomimo tego nadal nie miałem pojęcia co się dzieje z moją ukochaną, jednak miałem co do tego złe przeczucia. Pamiętałem, że czasami zdarzały jej się takie ataki, ale one były powodowane przez pewną osobę, która nie widziała jednak Lilian, przez dziesięć lat. To niemożliwe, żeby ją znalazł po tak krótkim czasie jej odnalezienia!
Po pewnym czasie, Korra zaprzestała swoich czynności uzdrawiających, jednak nadal pozostawała milcząca. Wręcz nieobecna. Zdenerwowany niewiedzą o stanie zdrowa Lilian, nie wytrzymałem i zwróciłem się wściekły do Avatar:
- Korro co się dzieje z Lilian?! Dlaczego nic nam nie mówisz?!
Niebieskooka spojrzała na swojego męża z niepokojem, jednak pod wpływem zachęcającego wzroku Mako, jedynie westchnęła zrezygnowana i zmęczona, po czym odrzekła:
- Od momentu kiedy pokonałam Vaatu, nie czułam tak mrocznej energii, jednak ten rodzaj siły jest inny. On nie przejmuje kontroli nad Lilian, ale w jakiś sposób blokuje jej moce. Tak jakby ktoś nie chciał, aby Lilii mu przeszkadzała lub chciał ją osłabić na tyle, aby nie sprawiała mu kłopotów.
- Osłabić?-zapytała Suin.- Co masz na myśli Korro?
- Paraliżuje ją i jej moce od środka - odpowiedział za Avatar Korrę. Ze zdenerwowania przeczesałem palcami swoje czarne włosy - Mogłem się domyśleć, że w końcu i tak ją znajdzie. Jak zawsze - ostatnie słowa powiedziałem z goryczą. Muszę jak najszybciej znaleźć rozwiązanie na obudzenie Lilii. W dawnych latach wystarczyło przy niej czuwać i czekać aż się obudzi, ale teraz kiedy nie ma swoich mocy, grozi jej wielkie niebezpieczeństwo, a ja nie mogę nic na to poradzić. Dlaczego Lilii musi tak cierpieć, dlaczego właśnie ona! 
- Ale Kilianie, kto ją niby znalazł? - zapytała zaniepokojona Opal.
Spojrzałem na Riva, a ten zwrócił wzrok z jeszcze większą rozpaczą na swoją nieprzytomną córkę. 
- Kai wrócił do gry i ma zamiar znowu spróbować odebrać moc Lilian. Ale tym razem na zawsze.
 "Na co ja mu nie pozwolę"-dodałem w myślach. Od pamiętnego dnia, kiedy poznałem Kaia nienawidzę go za wszystko, co robi swojej siostrze. Głaskałem Lilii po jej hebanowych włosach, ale wtedy poczułem jak ktoś kładzie mi dłoń na ramieniu. Spojrzałem kątem oka w tamtym kierunku i zobaczyłem jak Korra patrzy na mnie pokrzepiająco.
- Chyba ... - zaczęła niepewnie Avatar, po czym wzięła głęboki oddech i zaczęła mówić, ale tym razem pewniej - Chyba znam pewnie sposób, aby jej pomóc. Ale nie wiem czy to się uda. Ale może ... - i położyła swoją dłoń na czoło Lilii, po czym jej oczy zaczęły świecić srebrnym blaskiem.
"Stan Avatara"-pomyślałem.
Teraz cała nasza nadzieja na uwolnienie Lilian z pod wpływu Kaia, jest w rękach Avatar. 
Tylko dlaczego mam nadal złe przeczucia co do nagłej wizyty jej brata w umyśle mojej kochanej?
Lilian 
Nie miałam pojęcia gdzie jestem. Jednak w głębi serca czułam, że już tu kiedyś byłam i to miejsce ma dla mnie szczególne znaczenie. Budynek przed którym stałam z zewnątrz przypominał świątynię, ale kiedy weszłam do środka miał wystrój komnat królewskich, ale nie wiedziałam dlaczego tak sądzę.
Po pewnym czasie poczułam na sobie czyiś wzrok, taki sam jak w sali w Zaofu. Ale gdy się odwróciłam nikogo tam nie zauważyłam. Aby jak najszybciej odpędzić od siebie te złowrogie uczucie, poszłam wzdłuż korytarza, aby się rozejrzeć po budynku. Po jakimś czasie weszłam do pierwszego pokoju, w którym były otwarte na oścież drzwi. Był to pokój dla dziecka, w którym stała duża biała kołyska, a nad nią wisiała karuzela z małymi białymi smokami, które wirowały beztrosko w promieniach słońca. Moją uwagę jednak zwróciło małe srebrne pudełeczko leżące na parapecie okna. Podeszła tam i miałam już zabrać je do ręki, gdy nagle w pokoju zapanował mrok, a obok mnie pojawił się wielki Czarny Smok. Wystraszyłam się i chciałam się od niego odsunąć, ale Smok otoczył mnie swoim ciałem ze wszystkich stron. Nie miałam jak uciec. Widziałam jak przygotowuje się, aby zionąć we mnie ogniem, ale wtedy pojawił się obok mnie Biały Smok. Czarny Smok odsunął się ode mnie i teraz swoją uwagę zwrócił na mojego obrońcę. 
Ale nieoczekiwanie, sceneria snu zmieniła się. Stałam teraz w ogrodzie Świątyni. Byłam teraz obserwatorem, a przede mną stała ośmioletnia dziewczynka. Miała białe włosy i srebrzysto-złote oczy, a na przeciw niej stanął dziewięcioletni chłopak. Miał kruczoczarne włosy i takiego samego koloru tęczówki oczu. Uśmiechał się do niej przebiegle i wtem pojawiły się przy nich ich smoki. Dziewczyna miała u boku Białego, zaś chłopak Czarnego Smoka. Pomimo różnicy wyglądu ich rysy twarzy wskazywały na to, że są spokrewnieni. 
Dziewczyna spojrzała na chłopaka podejrzliwie, ale jej twarz nie wyrażała żadnych emocji, jakby bała się, że chłopak może wykorzystać je przeciwko niej. Ruchem ręki przywołała wir wody i ognia, które otaczały ją jak tarczę. 
-Czego ode mnie chcesz Kai?
-Tylko jednego,-połączył dwa palce ze sobą wskazujący i środkowy, po czym zrobił ruch, który mi coś przypominał, coś złego. Wokół dłoni chłopaka zaczął się kształtować błękitny piorun. Podczas tego ruchu patrzył na dziewczynę z trumfem.-Twojej śmierci!-na te słowa skierował błyskawicę w stronę dziewczynki, która próbowała obronić się przed jego ciosem. Niestety błyskawica trafiła ją w pierś i zwaliła z nóg. Była nieprzytomna. 
Po chwili dziewczynka zniknęła, a na miejsce chłopczyka stanęła zakapturzona postać mężczyzny. Jego twarz skrywała się w cieniu kaptura. 
-Miałem nadzieję, że już nigdy cię nie spotkam, siostro.- Mężczyzna odsłonił kaptur i moim oczom ukazał się dziewiętnastoletni chłopak, o tych samych oczach, które miał dziewięcioletni chłopczyk, który przed chwilą zniknął.
-Kai-powiedziałam z niedowierzaniem. Nie miałam pojęcia, dlaczego tak bardzo bałam się tego imienia. Odruchowo zrobiłam krok do tyłu, jakbym chciała zachować jak największy odstęp od tego chłopaka.
Chłopak zaśmiał się widząc mój strach na mojej twarzy, po czym spojrzał na mnie
-Do zobaczenia, siostrzyczko. Mam nadzieję, że tym razem uda mi się ciebie pokonać.- po tych słowach chłopak zniknął, a na miejsce pojawił się ranny Biały Smok. Podbiegłam do niego i spojrzała na rany na jego majestatycznym ciele. Na moje oko wyglądały na bardzo poważne i bez jakiejkolwiek pomocy Smok może nie przeżyć. Wtedy poczułam jak zakuło mnie mocno serce, jakby ono także było zranione. Przycisnęłam do bolącego miejsca dłonie, po czym upadłam na kolana, a z moich oczu zaczęły płynąc pojedyncze łzy. Wtedy w myślach usłyszałam czyiś głos. Nie miała pojęci dlaczego przypisała go temu pięknemu Smokowi. 
- Lilian musisz się obudzić. Musisz powrócić do Świątyni Białego Smoka jeszcze dziś. Inaczej świat straci nadzieję na odzyskanie równowagi.
-  Co się stanie, jeśli mi się nie uda? - Smok spojrzał na mnie z powagą po czym rzekł. 
- Jeśli ci się nie uda ... Zginę. A ty również, Lilian. Znajdź mnie i uratuj nasz dom przed zniszczeniem. - Po tych słowach Biały Smok zniknął.
Ale dopiero wtedy usłyszała krzyk. Odwróciłam się w tamtym kierunku i z trudem rozpoznała Korrę. Biegła w moją stronę.
W tym momencie sen się skończył, a ja otworzyła ze strach oczy.
Lecz mimo iż się przebudziłam, to nadal czułam okropny ból w klatce piersiowej.
Jeśli czegoś zaraz nie wymyślę Biały Smok zginie.
A ja wraz z nim.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Epilog

Lilian Już prawie od miesiąca jestem w Północnym Plemieniu Wody i chociaż miałam dużo spraw w plemieniu związane z nauką młodych magów kontroli nad żywiołem, to co noc myślami uciekałam do niego. Do Kiliana. Nie mam pojęcia dlaczego powiedział mi, że kocham go jedynie dlatego, że jest księciem i że w przyszłości przejmie rządy nad narodem. W zasadzie to nigdy nawet o tym nie myślałam, po prostu był dla mnie ważny do zawsze i moja miłość to czyste uczucie, które prawdopodobnie nigdy nie zgaśnie. Zastanawia mnie też jedna rzecz, a raczej osoba. Ta tajemnicza dziewczyna, która niby powiedziała mu prawdę, chociaż jej tego zakazałam. Nie wiem kim ona jest, ale spróbuję się tego dowiedzieć i dowiedzieć się kim jest. Na pewno Korra mi pomoże. W końcu jesteśmy rodziną. Patrzyłam teraz na nocne niebo, gdzie pojawiła się piękna zorza, a na samym szczycie nieba pojawił się piękny księżyc. Pełnia. Po cichu wyszłam z pałacu i poszłam w stronę oazy. Może tym razem z pomocą duchów uda mi się n...