Przejdź do głównej zawartości

Rozdział 4 Spotkanie

Kilian
Razem z Korrą zmierzaliśmy do jej gabinetu, aby tam mogła odpocząć oraz znaleźć wszystkie dane dotyczące Lilian. Nie wiem jednak jak się czuje, ale gdy bym teraz do niej poszedł, mogłaby zareagować dosyć groźnie. Mimo wszystko nadal się o nią bałem. Zastanawiałem się nad tym jak jej to wszystko wytłumaczyć, aby wyruszyła z nami do świątyni Białego Smoka.
Gdy znalazłem potrzebne informacje, zobaczyłem imię jej ciotki: Sary. Nigdy jej nie spotkałem, ale według opowieści Lilian była wspaniała. Nie bez powodu została do niej wysłana. Nadal pamiętam atak na świątynię, jakby to było wczoraj:
"Ciepłe letnie popołudnie spędzaliśmy w ogrodzie, a z nami bawił się już prawie dorosły smok mojej przyjaciółki Harmon. Lilian wtedy zaczęła przede mną uciekać, kiedy usłyszeliśmy wybuch. Lilian nagle się zatrzymała i spojrzała na mnie ze strachem. Szybko pobiegłem do niej i ją przytuliłem do siebie. Pobiegliśmy do świątyni, ale tam czekali na nas trójka zamaskowanych bandytów. Zasłoniłem Lilii aby przynajmniej tak była bezpieczna. Jeden z nich zaatakował nas magią ognia. Szybko wykonałem blokadę i przystąpiłem do kontrataku. Jednak to był błąd. Mag ziemi uwięził mnie i teraz Lilian była sam na sam z trójką łowców nagród, których szybko pokonała używając bicza wody i lodu. Tylko z tym facetem co tkał ogień użyła blokady i krąg ognia który uniemożliwił mu dalszy atak na moją przyjaciółkę. Nie zorientowałem się jednak, że ktoś jest za mną, dopiero w tedy gdy poczułem przeszywający ból w lewej łopatce. -Kilian!- usłyszałem krzyk Lili, która szybko zamroziła zbirowi ręce i nogi do ziemi, po czym podbiegła do mnie. Jakimś cudem udało jej się pozbyć ziemi, która więziła moje ręce i nogi. Delikatnie dotknęła miejsca, gdzie zostałem trafiony przez piorun i użyła swoich mocy uzdrawiania, aby złagodzić ból, co odczułem po krótkiej chwili. Widziałem jak w jej oczach zbierają się łzy, czego naprawdę nie znosiłem. Zawsze obwiniałem siebie o to, że płacze, ale teraz obwiniałem się o to, że nie potrafiłem jej obronić. W końcu to ja byłem starszy i to ja obiecałem jej matce się o nią troszczyć. Chciałem się podnieść, ale Lilii mi na to nie pozwoliła. -Kilian, nie. Musisz teraz odpocząć.-odrzekła zmartwiona i spojrzała mi w oczy. Widziałem w nich niepokój i troskę. Co mnie jeszcze bardziej zdenerwowało. -Lilii, nic mi nie jest-odrzekłem po czym wstałem, ignorując jej protesty. -Czy ty zawsze musisz być taki uparty, Kil?!-spojrzała na mnie ze wściekłością w oczach. Oj-pomyślałem-Chyba jednak lepiej było ją posłuchać, ale cóż nie cofnę czasu i tego nie odkręcę. Spojrzałem na ośmiolatkę i uśmiechnąłem się do niej przepraszająco, po czym zrobiłem rozeznanie się w sytuacji. Dwoje facetów było nieprzytomnych zaś pozostała dwójka unieruchomiona. Jeśli dopisze nam szczęście, dotrzemy do Sali Smoczej bez zbędnych komplikacji i znajdziemy naszych rodziców. Spojrzałem na Lilii, która jakby myślała o tym samym, kiwnęła mi jedynie głową, po czym równocześnie pobiegliśmy w kierunku komnaty. W tedy zobaczyłem coś co zapamiętam do końca życia: Jeden ze zbirów zamordował moją matkę ognistym sztyletem. A ja nic na to nie poradziłem. W tym dniu straciłem dwie osoby, które kochałem: moją matkę i ... Lilian."
Na samo wspomnienie, łzy cisnęły mi się do oczu. "Nie teraz Kil, teraz najważniejsza jest Lilian i jej bezpieczeństwo."-przywołałem się do porządku i przyjrzałem się jeszcze raz informacjom, od daty urodzenia, a kończąc na ocenach. Jak można było się spodziewać, była najlepsza w klasie. W sumie to zawsze była niesamowita,w jeden dzień potrafiła nauczyć się do perfekcji czasami nawet kilku różnych technik i co zawsze mi w niej imponowało. Spojrzałem niepewnie na telefon i miałem już wykręcić numer, kiedy Korra zabrała mi trzymane przeze mnie papiery i zrobiła ową czynność. Po kilku sekundach, które ciągnęły się niemiłosiernie usłyszałem, jak ktoś się odzywa. Niestety nic nie usłyszałem co mówi ciotka Lilii, jednak słyszałem odpowiedzi Avatar:
-Dzień dobry, z tej strony profesor Korra. Chodzi o pani podopieczną Lilian-mogłem się założyć, że powiedziała siostrzenica i zaczęła się wypytywać co się stało.-Lilian źle się czuje, to może być grypa, na którą wiele uczniów ostatnio choruje. Czy mogłaby pani w miarę możliwości przyjść po Lilii? Nie chcemy jej puszczać samej w takim stanie,-znowu słyszałem jakieś dźwięki słów, które w ogóle nie zrozumiałem. Korra zakończyła rozmowę i spojrzała na mnie, badawczym wzrokiem.
-Martwisz się o nią, prawda?-kiwnąłem jedynie głową na potwierdzenie. Podeszła do mnie i złapała za ramię, po czym powiedziała-Wiesz, że będziesz musiał z nią przeprowadzić rozmowę?-Przez chwilę nie wiedziałem o co jej chodzi, ale później zrozumiałem. Będę musiał sprawić, aby mi zaufała, a teraz będzie to odrobinę trudniejsze, gdyż zachowałem się wobec niej jak totalny kretyn!
-Wiem-odrzekłem operlając ramię o framugę okna-byłem wobec niej niemiły.
-Niemiły?- spojrzała na mnie, kręcąc głową z niedowierzaniem-Według mnie, byłeś dla niej wredny.
Westchnąłem ciężko, gdy to usłyszałem. Miała rację. Dlaczego w ogóle tak się wobec niej zachowałem!? Spojrzałem przez okno, które ukazywało ogród szkoły. Było teraz całe usiane kwiatami, co przypomniało mi tkliwe o domu i o wakacjach, które spędziłem razem z Lilian w Świątyni, a także o tym jak bardzo kochała przyrodę. Uśmiechnąłem się smutno na to wspomnienie. W tedy zobaczyłem w oddali zbliżającą się osobę. Była ubrana w zwyczajne ubrania z królestwa ziemi, a na głowie miała chustę, która zakrywała jej twarz. To musiała być ciotka mojej przyjaciółki, bo właśnie wchodziła do budynku szkoły i zniknęła mi z pola widzenia. Chciałem od razu pobiec do niej i jej wytłumaczyć, że Lilii nie jest tutaj bezpieczna, ale w ostateczności powstrzymałem się. Wolałem, aby teraz zajęła się siostrzenicą, niż ją zatrzymywać niepotrzebnie. Równie dobrze możemy porozmawiać z nią wieczorem. lub za jakieś dwie godziny.
Spojrzałem na Korrę, która patrzyła w zdjęcie swojego narzeczonego Mako. Widać było po niej jak bardzo za nim tęskni. Nie widziała go od miesiąca i z pewnością tak samo jak ja martwię się o Lilian, martwi się o swojego ukochanego. Szybko otarła pojedynczą łzę, która ukazała się w jej oku i doprowadziła się do porządku, i spojrzała w moją stronę.
-Teraz musimy się przygotować na rozmowę z Sarą. Nie możemy z tym zwlekać, kiedy nie mamy pewności kiedy zaatakują nas łowcy nagród.
-Sądzę, że powinniśmy porozmawiać z nią jeszcze dzisiaj-odrzekłem znowu wpatrzony w okno. Zobaczyłem jak Lilian wychodzi wraz z ciotką główną bramą szkoły. Widać było, że była wyczerpana. Od razu poczułem wyrzuty sumienia. Przecież mogłem być dla niej milszy, a nie zachowywać się jak jakiś popaprany książę! Usłyszałem jak Korra do mnie podchodzi i spogląda w to samo miejsce, gdzie przed chwilą jeszcze była Lilian.
-Poczekajmy z godzinę w tedy pójdziemy i porozmawiamy z Sarą, co ty na to?- spojrzała na mnie wzrokiem nieznoszącym sprzeciwu, co w sumie nie musiała zastosować, bo sam chciałem jak najszybciej z nią porozmawiać o Lilii. Chciałem wiedzieć jaka teraz jest i co mógłbym zrobić aby ją przeprosić.- kiwnąłem w jej stronę jedynie potakująco głową. Czułem na sobie jej troskliwe wspomnienie. Wziąłem skórzaną kurtkę i skierowałem się w stronę wyjścia, po czym odrzekłem do Korry na pożegnanie:
-Za niedługo będę. Muszę pomyśleć na świeżym powietrzu.-po czym zamknąłem za sobą drzwi i kierowałem się w stronę wyjścia z tej szkoły. W stronę swojego motoru. Musiałem się przejechać, inaczej zwariuję sam ze sobą. Wsiadłem na siedzenie, po czym odpaliłem silnik i skierowałem się w stronę miasta. Dopiero teraz uświadomiłem sobie, ze dzisiaj są jej osiemnaste urodziny. Musiałem znaleźć dla niej jakiś szczególny prezent. Miałem nadzieję że nadal uwielbia Dalie, bo odkąd pamiętam je ubóstwiała. Musiałem jedynie znaleźć kwiaciarnię. A może coś innego? W sumie to nie mam bladego pojęcia. Miałem nadzieję, że oświeci mnie duch Aanga. W końcu chyba nie bez powodu nazwali tą szkołę na jego cześć, prawda?
***
Po pół godzinie znalazłem prezent dla Lilii (bukiet Błękitno-czerwonych Dalii, a do tego złota bransoletkę z symbolem Białego lotosu). Gdy zobaczyłem spojrzenie Avatar, powiedziałem od razu, kiedy otwierała już usta, aby coś powiedzieć:
-Nie pytaj- i podała mi wazon na bukiet, który był napełniony do połowy wodą. Miałem nadzieję, że choć odrobinę mi wybaczy za słowa, które o niej powiedziałem. Spojrzałem na zegarek, gdy usłyszeliśmy dźwięk telefonu, który odebrała Korra:
-Profesor Korra, w czym mogę służyć?-gdy to powiedziała zapadła cisza, ale po sekundzie spojrzała na mnie i podała mi słuchawkę-Sara chce z tobą porozmawiać.-wziąłem od niej słuchawkę, po czym odchrząknąłem i przywitałem się z moim rozmówcą.
-Dzień dobry.
-Kilianie, czy możecie przyjść za dziesięć minut do mojego domu?
-Oczywiście, proszę Pani.
-Proszę mów mi Saro, dobrze?-przerwała mi ciotka Lilian.
-Oczywiście, Saro. Będziemy za dziesięć minut.
-To wspaniale. Czekam na was-i już miałem odłożyć słuchawkę, kiedy usłyszałem jej okrzyk, jakby coś sobie przypomniała.- Kilianie jeszcze jedno. Ona już zna prawdę.
-CO?! Czyli, że  przez cały ten czas żyła w niewiedzy?!-byłem wściekły na nią. Jak mogła coś takiego zrobić Lilii! Miała prawo wiedzieć, o tym kim jest od samego początku.
-Nie gniewaj się na mnie, Kilianie. Poprosiła mnie o to jej matka. Chciała, aby jej córa była bezpieczna. Powiedziała, że kiedy się pojawisz to będzie dla mnie znak, że łowcy nagród jej szukają, i że z tobą będzie bezpieczna, bo zrobiłbyś dla niej wszystko.-Wytłumaczyła Sara, słyszałem w jej głosie, że jest bliska łez.
-Dobrze-odrzekłem nadal spięty,- Do zobaczenia, Saro-nie czekając na jej odpowiedź odłożyłem słuchawkę. Spojrzałem w stronę Korry i powiedziałem:
-Musimy komuś złożyć wizytę- po czym zabrałem wszystkie rzeczy, a Avatar zabrała klucze, od swojego gabinetu i zamknęła pokój. Czekała nas długa rozmowa. Czułem to.
***
Dotarliśmy do domu Sary w niecałe pięć minut. Teraz staliśmy przed drzwiami małego domku pomalowanego blado czerwoną farbą. Zapukałem delikatnie w drzwi, aby przypadkiem nie obudzić Lilii. Teraz jest jej potrzebny odpoczynek, po całym dniu wrażeń i informacji o sobie.
Wręcz błyskawicznie otworzyła nam kobieta, która była naprawdę podobna do matki Lilian. Czarne włosy, które zdobiły już gdzieniegdzie pasemka siwych włosów, jasna cera i złote oczy. Uśmiechnęła się do nas smutno i otworzyła szerzej drzwi
-Wejdźcie, proszę. Właśnie zaparzyłam herbatę-weszliśmy cicho do domu i skierowaliśmy się za panią domu. Wskazała nam krzesła przy stole, po czym dodała -Proszę, usiądźcie-co zrobiliśmy z lekkim wahaniem. 
Sara podała nam po kubku herbaty, którą rozpoznałem po specyficznym słodkim zapachu.
-Jaśminowa, prawda?-spojrzałem łagodnie na kobietę. ona jedynie uśmiechnęła się delikatnie co wziąłem za potwierdzenie moich słów. Upiłem duży łyk cieczy i  poczułem przyjemny smak herbaty. Sara patrzyła zmieszana na zawartość swojego kubka, więc postanowiłem że zacznę rozmowę, która była dla nas nieunikniona. 
-Saro, dlaczego nie powiedziałaś nam, że tutaj jest Lilii?
- Nie mogłam-odrzekła słabym głosem.-Irina dała mi szczegółowe instrukcje, związane z pobytem jej córki oraz jej ochroną przed łowcami. Nawet nie wiesz jak bardzo się o nią bała, kiedy mi ją zostawiała, ale obiecałam jej, że się nią zaopiekuję.
-Ale dlaczego ona ci ją przekazała? Czemu sama nie mogła się nią zająć?
Sara milczała wbijając wzrok w podłogę. Coś przed nami ukrywała, ale co?
-Saro proszę odpowiedź, dopóki jeszcze jestem miły.
-Irina.. Ona... nie mogła-odrzekła po czym zaczęła łkać.
-Czy ona...
-Ona żyje, ale wiedziała, że ją odnajdą jeśli będą razem. Dlatego mi ją przekazała pod opieką. Aby zakłócić trop, prowadzący do Lilii-pokiwałem głową na znak, że rozumiem. Jeśli nie chce nam teraz powiedzieć, to z pewnością ma jakieś powody. Spojrzałem na schody, które musiały prowadzić na poddasze domu. Sara spojrzała w tym samym kierunku, po czym podniosła się z krzesła i skierowała się w ich stronę. Spojrzała na mnie i wskazała głową, abym poszedł za nią. Zrobiłem o co mnie poprosiła i gdy weszliśmy po schodach na górę, znaleźliśmy się w pokoju Lilian. Spała, pogrążona prawdopodobnie w miłym śnie bo na jej twarzy pojawił się uśmiech. 

Jej brązowe włosy były porozrzucane po poduszce w nieładzie, a kołdra była w połowie odkryta. Podszedłem do niej i przykryłem ją delikatnie, aby jej przypadkiem nie obudzić i pogłaskałem ją po czole. Sara niepostrzeganie zniknęła z pokoju swojej siostrzenicy i zostawiła mnie samego. Pochyliłem się, więc nad śpiącą Lilii i pocałowałem jej czoło. W końcu mogłem to zrobić po dziesięciu latach naszej rozłąki. Ale co będzie jeśli odmówi, z nami powrót do domu, do jej prawdziwego domu. Usiadłem na sofie i czekałem aż się obudzi. Wolałem mieć to już za sobą.

***
Lilii obudziła się dopiero po czterech godzinach spokojnego snu. Spojrzała na mnie ,jakby zastanawiała się kim tak naprawdę dla siebie jesteśmy, przez co zabolało mnie serce. Nie chciałem, aby tak na mnie patrzyła. Spojrzała na swoją nocną szafkę i zobaczyła postawiony wazon z kwiatami, po czym skierowała z powrotem wzrok na mnie.
-Skąd wiedziałeś?
Przez chwilę trwała cisza między nami, po czym odpowiedziałem:
-Po prostu pamiętałem.-i uśmiechnąłem się do niej przepraszająco.
Nie wiedziałem co mam powiedzieć. Byłem taki szczęśliwy, że miałem ochotę ją wziąć w ramiona i zabrać ją z powrotem do domu. Jednak nie mogłem tego zrobić. Nie pamięta mnie, a najbardziej boję się, że odmówi i tutaj zostanie.
Sama. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Epilog

Lilian Już prawie od miesiąca jestem w Północnym Plemieniu Wody i chociaż miałam dużo spraw w plemieniu związane z nauką młodych magów kontroli nad żywiołem, to co noc myślami uciekałam do niego. Do Kiliana. Nie mam pojęcia dlaczego powiedział mi, że kocham go jedynie dlatego, że jest księciem i że w przyszłości przejmie rządy nad narodem. W zasadzie to nigdy nawet o tym nie myślałam, po prostu był dla mnie ważny do zawsze i moja miłość to czyste uczucie, które prawdopodobnie nigdy nie zgaśnie. Zastanawia mnie też jedna rzecz, a raczej osoba. Ta tajemnicza dziewczyna, która niby powiedziała mu prawdę, chociaż jej tego zakazałam. Nie wiem kim ona jest, ale spróbuję się tego dowiedzieć i dowiedzieć się kim jest. Na pewno Korra mi pomoże. W końcu jesteśmy rodziną. Patrzyłam teraz na nocne niebo, gdzie pojawiła się piękna zorza, a na samym szczycie nieba pojawił się piękny księżyc. Pełnia. Po cichu wyszłam z pałacu i poszłam w stronę oazy. Może tym razem z pomocą duchów uda mi się n...